Studia w Pradze w trzech aktach
Akt 1
Jest piękny wiosenny dzień i nogi same niosą mnie na rynek staromiejski w Pradze (dokładniej na ławkę tuż pod pomnikiem Jana Husa). Oślepiona słońcem wsłuchuję się w otoczenie. Po lewej stronie grupka Anglików szuka jakiegoś hotelu, kilka metrów dalej, po prawej stronie, słyszę pewny siebie głos Czecha, który zdradza córce szczegóły historii otaczających ich domów, o których ponoć "mało kto wie". Docierają do mnie z różnych stron zdania w językach hiszpańskim, niemieckim, angielskim i czeskim. Moich rodaków spotykam tu niestety okresowo i prawie tylko w grupach. Zbliża się pełna godzina, tłum pod zegarem astronomicznym zagłusza moją niecodzienną "akustyczną wycieczkę". Orloja (zagadkowy zegar astronomiczny i astrologiczny, o którym legenda mówi, że odlicza czas do przyjścia Antychrysta), remontowano do końca listopada ubiegłego roku. Zainteresowana ruszam w jego kierunku, by obejrzeć procesję dwunastu apostołów. Po drodze mijam tablicę, na której wypisane są imiona 27 czeskich przywódców protestanckich, straconych w 1621 roku z rozkazu katolickiego cesarza Ferdynanda II. Wielu protestantów w obliczu groźby egzekucji po przegranej rok wcześniej bitwie pod Białą Górą zostało zmuszonych do emigracji. Tak też zaczęła się historia wychodźstwa moich przodków, i choć do Zelowa Bracia Czescy dotarli dopiero podczas trzeciej fali emigracji, to głębsze poznanie ich historii i ojczyzny było jednym z powodów mojego rocznego wyjazdu do Czech.
Wydaje się, jakby to było wczoraj, a przyjechałam tu już siedem miesięcy temu. Jak ten czas szybko leci...
Akt 2
Przed chwilą byłam na Zamku Praskim. Zwiedzaliśmy z wykładowcami wystawę o Karolu IV i właśnie wracam na uczelnię. Muszę powtórzyć materiał na seminarium z etyki teologicznej – "czescy myśliciele" – jutro moja kolej na wygłoszenie referatu. Daleko do domu nie mam. Jako zagraniczna studentka mam to szczęście, że mogę mieszkać w akademiku mieszczącym się na uczelni. Droga z prawie każdego ważnego miejsca w Pradze na Wydział Teologii Ewangelickiej Uniwersytetu Karola zajmuje maksimum 10 minut. To istne błogosławieństwo. Ponad rok czekałam na przyznanie mi stypendium, abym mogła uczyć się teologii w Pradze. Ale cierpliwość opłaciła się, otrzymałam nie tylko fundusze na przeżycie i wspaniale usytuowany akademik, lecz również spotkałam wielu cenionych profesorów i nieźle zapowiadających się adeptów teologii. Zaskoczyły mnie tu również: ogromna biblioteka, do której dostęp ma każdy nawet do późnych godzin nocnych i kawiarnia uczelniana, w której podczas przerw możemy prowadzić dyskusje teologiczne ze swoimi profesorami. Poza tym w każdą środę odbywają się tu nabożeństwa, na których Słowo Boże głoszą wykładowcy, aczkolwiek i studenci przyzwyczajani są do przyszłej służby. W zeszłym miesiącu to właśnie mnie powierzono prowadzenie nabożeństwa. Oczywiście po czesku. Do dziś pamiętam, jak po wszystkim podszedł do mnie kolega Lukáš i powiedział, że muszę poćwiczyć jeszcze wymawianie literek "h" i "ř", bo dochodzi do śmiesznych nieporozumień.
Nie do wiary! Wydaje się, jakbym przed sekundą była na Hradczanach, a już doszłam na uczelnię. Ależ ten czas szybko mija...
zobacz pełny tekst
| « poprzednia | następna » |
|---|


