Nr 5-6 / 2008

SPOTKANIE MAŁEGO KRĘGU

1. Skąd się wziął Mały Krąg?
W bieżącym roku mija 10 lat od zakończenia działalności Synodalnej Komisji Problemowej. W szybko zmieniającej się rzeczywistości coraz częściej słychać głosy, że nas... nie słychać. W chórze rozdyskutowanych mediów trudno zauważyć opinie społeczności ewangelicko-reformowanej, a nawet w ogóle społeczności protestanckich. W imieniu naszego Kościoła wypowiadać się może tylko Synod. Wniosek nasuwa się sam. O jego sformułowanie poproszono Warszawski Krąg Dyskusyjny (WKD). Ponieważ nie miał on w planie spotkania w okresie przedsynodalnym i większość jego uczestników była nieuchwytna, zwołano w Niedzielę Palmową tych kilkunastu, którzy byli „chętni i dostępni”, uzupełniając to gremium o kilka osób nie związanych z WKD, ale żywo zainteresowanych dyskusjami społecznymi, od których sam Krąg się raczej odżegnuje (patrz artykuły o WKD w trzech poprzednich numerach „Jednoty”). Tak powstałe dwudziestoosobowe forum nazwano Małym Kręgiem Dyskusyjnym (MKD).

2. Przebieg dyskusji i sformułowane oceny
     Przebieg obrad MKD najłatwiej przedstawić cytując obszerne fragmenty protokółu tego spotkania. Stwierdzono na nim m.in. że:
     [...] po okresie pewnego pluralizmu w mediach i w prywatnych wymianach opinii, mamy obecnie do czynienia tylko albo ze stanowiskiem rzymsko-katolickim albo z ateistycznym, a przecież jeszcze nie tak dawno „słychać było”, i to nieźle, także nasz głos. Oficjalne stanowiska Synodu w sprawie aborcji i w sprawie lustracji miały dość szeroki i dobry odbiór, a nieoficjalne, ale np. publikowane w „Jednocie” (m.in. o eutanazji) też były powtarzane w różnych środowiskach i zostawiały swój dobry ślad w opinii publicznej. Ale nawet jeśli nasze poglądy nie znajdą szerszego forum odbiorców to i tak trzeba je mieć ugruntowane, bo bardzo ważną dziedziną podejmowanej przez nas działalności powinno być docieranie do ludzi, którzy zrażeni stanowiskiem Kościoła rzymsko-katolickiego, nie znając innych chrześcijan, odchodzą od Boga, tracą wiarę! [...]Do najbardziej palących problemów, pilnie wymagających przedstawienia naszego stanowiska, czy choćby tylko wyraźnego protestu, zaliczono problem narastającego (i popieranego przez niektóre środowiska katolickie) antysemityzmu. Milczenie nasze w tej sprawie może być wręcz odczytywane jako poparcie dla tych hańbiących cały naród zjawisk. Na drugim miejscu wymieniono problem marginalizacji wszystkich poglądów i stanowisk nieposiadających aprobaty władz Kościoła katolickiego, w tym marginalizację spraw dotyczących bezpośrednio Kościołów protestanckich. Dalsze problemy, może trudniejsze i wymagające więcej pracochłonnych i czasochłonnych działań, ale też bardzo ważne to: nieodpowiedzialność mediów, zwłaszcza w sprawach dotyczących religii, bądź etyki; rola i miejsce religii w szkole (ale i szkolnego drylu w nauczaniu religii); stosunek chrześcijan do homoseksualizmu, do aborcji, eutanazji, zapładniania in vitro; stosunki z Unią Europejską (Karta Praw); rozwarstwienie ekonomiczne społeczeństwa (2 miliony głodnych dzieci w środku Europy) i inne. [...] Nikt i nic nie może zdjąć z naszego Kościoła odpowiedzialności za opracowanie i rozpowszechnienie, bodaj tylko w ewangelickich środowiskach, stanowiska w powyższych sprawach. Nie wyklucza to oczywiście działań wspólnych z innymi społecznościami, nawet w powoływanych doraźnie zespołach (jak to np. miało niegdyś miejsce w przypadku stanowiska kilku duchownych ewangelickich w sprawie pogromu Cyganów), ale nie wolno zwlekać w takich przypadkach pod pretekstem, że może wkrótce uda się opracować wspólne stanowisko np. w ramach Rady Ekumenicznej. Ważnym źródłem ułatwiającym pracę mogą być natomiast stanowiska ogłoszone przez bratnie Kościoły reformowane w innych krajach. Mamy też liczne sygnały, że te Kościoły chętnie skorzystałyby również z naszych opracowań. Najlepszym forum dla takich prac byłaby Synodalna Komisja Problemowa przygotowująca stanowiska uchwalane następnie przez Synod. Byłoby bardzo pożądane, gdyby ta Komisja opierała się na opinii jak największej liczby naszych zborów i na diasporze, a posługując się naszą „metodą miłości” wspierała tę metodę rzetelną wiedzą!

Jarosław Świderski


zobacz pełny tekst