Wyznanie - które wybrać?

NR 5-6 / 2011

Mamy XXI wiek – różnorodny pod względem kulturowym, a także wyznaniowym. Chociaż w Polsce religią dominującą jest katolicyzm, nie można zapominać o innych wyznaniach. Mamy kościoły ewangelickie, ewangeliczne, synagogi, niedługo powstaną meczety i może inne świątynie. Ponadto są ludzie uznający siebie za niewierzących. W tej różnorodności i odmienności można się zagubić. Kto ma rację? Które z tych wyznań jest „prawdziwe”? Które wybrać, by żyć godnie, moralnie i dostąpić życia wiecznego? Czy istnieje jedno poprawne wyznanie? A może żadne z nich nie jest odpowiednie i powinno powstać kolejne – to idealne? W istocie rzeczy pytania te są retoryczne, gdyż nie możemy znaleźć na nie jednej jasnej i klarownej odpowiedzi.
      Religie różnią się od siebie przede wszystkim doktryną, obrzędem, ale także spojrzeniem na świat i na różnego rodzaju problemy. Na przykład kwestia zapłodnienia in vitro. Popierać je czy nie? Co o tym w ogóle myśleć? Czy jest to szansa dla osób bezpłodnych czy wręcz przeciwnie? Czy chęć posiadania dziecka to grzech? Kościół katolicki opowiedział się jasno – zapłodnienie pozaustrojowe jest złe, porównane zostało nawet do eugeniki. Abp. Henryk Hoser, przewodniczący Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych, powiedział wręcz, że posłowie, którzy świadomie poprą ustawy dopuszczające metodę in vitro, mrożenie i selekcję zarodków, automatycznie znajdą się poza wspólnotą Kościoła1. Czyli według Kościoła katolickiego in vitro to grzech, a dzieci rodzić powinny się tylko w sposób naturalny. Co jednak zrobić w przypadku, gdy małżonkowie są bezpłodni? Przecież to nie ich wina, że są chorzy, że chcą mieć dzieci, leczyć się i w ostateczności skorzystać z tej metody. Czy to jest grzech? Czy grzechem jest chęć posiadania dziecka? Według doktryny małżeństwo powinno prowadzić do prokreacji i wygląda na to, że tylko w sposób naturalny. Małżeństwa, które dzieci mieć nie mogą, nie spełniają przypisanej im funkcji, a jeśli chcą tę funkcję spełnić dzięki zapłodnieniu in vitro – grzeszą. Skoro tak, to aż ciśnie się na usta pytanie – dlaczego Bóg stworzył niepłodnych ludzi? Dlaczego dał człowiekowi rozum, który pozwala tworzyć, rozwijać, udoskonalać?
     W judaizmie dominują trzy poglądy. Według pierwszego zapłodnienie in vitro jest dozwolone, jednak wszystkie elementy tego procesu (jajeczka, sperma) muszą pochodzić od małżeństwa, które stosuje tę metodę zapłodnienia i sperma powinna zostać uzyskana podczas stosunku seksualnego. Według drugiego zaś – zapłodnienie in vitro jest dopuszczalne niezależnie od tego, kto jest dawcą jajeczek i spermy. Jednak w przypadku, gdy dawczyni jajeczka nie jest Żydówką, lub kobieta rodząca nie jest Żydówką – czyli w narodziny dziecka zaangażowane są dwie kobiety (dawczyni jajeczka i ta, która jest w ciąży) – wymagana jest odpowiednia konwersja dziecka na judaizm (orzeczenie rabina Mordechaja Eliyahu, byłego Głównego Sefardyjskiego Rabina Izraela). Trzeci zaś pogląd utrzymuje, że zapłodnienie in vitro nie jest dozwolone ze względu na niszczenie nasienia (na podstawie halachicznego zakazu wyprowadzonego z Bereszit 38: 9-10, jest to orzeczenie rabina Yehudy Kalmana Marlow’a z Nowego Jorku)2.
     I kto ma rację, skoro nawet jedno wyznanie jest podzielone? Tutaj istnieje przekonanie, że rację ma ten rabin, do którego zwrócą się małżonkowie po poradę. Co jednak, jeśli najpierw pójdą do rabina uznającego in vitro, a następnie spotkają się z takim, który jest przeciwny? Którego powinni posłuchać? Pierwszego, starszego wiekiem, starszego stażem, a może powinni udać się do trzeciego?
     Kościoły ewangeliczne stoją na stanowisku, że metoda ta nie jest zgodna z zasadami ustanowionymi przez Boga. Uważają bowiem, że jest to traktowanie zarodków ludzkich jak zwykłego materiału biologicznego o określonej ilości komórek, który można dowolnie zamrażać, mnożyć, implantować, okaleczać i uśmiercać w zależności od potrzeb. Dla wyznawców tej religii niezbywalne prawo do życia obejmuje człowieka na wszystkich etapach rozwoju i egzystencji, czyli od poczęcia, kiedy jest w fazie zarodkowej, aż do śmierci fizycznej dorosłego osobnika. Pojawia się więc pytanie, czy pragnienie i prawo do posiadania dzieci stoi wyżej od prawa do życia innych poczętych, ale nienarodzonych ludzi? Na to pytanie każdy wyznawca, który myśli o posiadaniu dzieci dzięki metodzie sztucznego zapłodnienia in vitro, musi odpowiedzieć sobie we własnym sumieniu3. Pojawia się też inne pytanie – czy dlatego, że chcę mieć dzieci, jestem grzesznikiem? Jeśli skorzystam z metody in vitro będę potępiony? Czy więc powinno się osoby z tej metody korzystające potępiać czy wspierać?

Agnieszka Komicz


zobacz pełny tekst