Skip to content
Strona główna arrow Felietony arrow Kto nam ukradł nasze święta?
Kto nam ukradł nasze święta? Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Ewa Jóźwiak   
18.12.2007.
11-12 / 2007

Adwent dla chrześcijan jest początkiem roku kościelnego, trwającym cztery tygodnie czasem refleksji i wewnętrznego skupienia. Jest też czasem oczekiwania na powtórne przyjście Jezusa Chrystusa i przygotowaniem do świąt Bożego Narodzenia.
      W codziennym pędzie nie ma czasu na oczekiwanie. Coraz mniej w nim też miejsca na refleksję. Symbole Adwentu, jeśli w ogóle są, często stają się tylko zewnętrznym wyrazem, niezwiązanym z postawą serca, a okres przedświąteczny kojarzy się raczej z zabieganiem, zakupami i wieloma w gruncie rzeczy nieistotnymi przygotowaniami. Z Bożym Narodzeniem związany jest pewien paradoks: niegdyś chrześcijaństwo, nie mogąc wyplenić pogańskiego święta, „ochrzciło” je wprowadzając do kalendarza święta Bożego Narodzenia. Obecnie to nasze święto jest zawłaszczane przez współczesne pogaństwo.
     Otaczający nas świat supermarketów przygotowania do Bożego Narodzenia rozpoczyna już 2 listopada, świecki adwent trwa więc dwa razy dłużej. Na półkach królują ozdoby świąteczne, z głośników płyną amerykańskie kolędy. Może i dobrze, że amerykańskie... Polskie bowiem zbyt nam się kojarzą z prawdziwą treścią świąt i odczulibyśmy pewien zgrzyt.
     Wymuszone przez handlowców zeświecczenie świąt religijnych powoduje niekiedy, że poddajemy się mu przekraczając progi tych współczesnych „świątyń XXI wieku”, w których w niedzielny poranek spotkamy więcej ludzi niż w kościołach. Przychodzą całymi rodzinami nie tylko po to, by zrobić zakupy, ale aby spędzić miło czas, czy spotkać się w restauracjach z przyjaciółmi. To swoisty rytuał, znacznie ciekawsza oferta od „nudnego” kościoła. No i te kuszące promocje...
     Wir przedświątecznych zakupów rozpoczyna poszukiwanie prezentów. Gdy już je mamy, koncentrujemy się na ustalaniu świątecznego menu i choć dziś już nie musimy jedzenia „zdobywać” w długich, jak dawniej, kolejkach, przygotowania kulinarne zajmują nam równie wiele czasu. I jeszcze sprzątanie mieszkania oraz jego udekorowanie... Po dwóch miesiącach tego pogańskiego adwentu mamy już wszystko: i to, co dla oka, i to, co dla ciała. Zeświecczony świat pomógł nam odsunąć w niepamięć duchowe przygotowania prawdziwego Adwentu. Pojawia się wiele nowych dekoracji: zmieniają się sklepy, ulice, domy, ale czy my się zmieniamy?
     Boże Narodzenie nie jest przecież dla nas, chrześcijan, świętem, podczas którego mały Jezus co roku na nowo się rodzi. Jest wspomnieniem tego wydarzenia, kiedy Zbawiciel przyszedł na świat. Narodziny Chrystusa przynoszą nadzieję i miłość. Trwanie w ciemności przerywa pojawienie się światłości. Bóg pochyla się nad człowiekiem. Przychodzi na świat w ludzkiej postaci jako bezbronne dziecko.
     Adwent uobecnia przedchrześcijańskie oczekiwanie na przyjście zbawienia, uobecnia teraźniejszość zbawienia w Jezusie Chrystusie, które już się dokonało oraz przyszłość tego zbawienia – jeszcze ukrytą, ale która zostanie odsłonięta na końcu czasów. W Adwencie wspominamy więc to, czym byliśmy przed Chrystusem, czym jesteśmy dzięki Niemu i czym będziemy. W Adwencie trzeba święcić pamięć zbawienia już dokonanego, bo jest ono naszym tylko o tyle, o ile przyjęliśmy je jako swoją teraźniejszość; i wreszcie pamięć przyszłości, bo teraźniejsze zbawienie istnieje tylko wtedy, jeśli zostaje przyjęte jako zawierający obietnicę zadatek ostatecznego odkupieni – jak napisał Karl Rahner.
     Tak więc jest to zupełnie inny czas przygotowania, niż usiłują nam to wmówić współcześni mistrzowie marketingu. Chcą oni sprzedać chrześcijańskie święto Narodzenia Pańskiego świeckiemu światu, wierzącemu w swojego bożka – pieniądz. A świat rządzony przez pieniądz jest światem wyścigu szczurów i konsumpcji. Stąd odbicie Bożego Narodzenia w krzywym zwierciadle i odarcie go z treści.
     Wy jesteście solą ziemi; jeśli tedy sól zwietrzeje, czymże ją nasolą? – czytamy w Ewangelii Mateusza (5,13). Sól nie jest głoszoną przez nas Ewangelią, ale całą naszą egzystencją. Jezus bowiem nie mówi: macie sól, ale jesteście solą... Dietrich Bohnhoeffer stwierdził: Ten, kogo dosięgło wezwanie Jezusa i kto za Nim podąża, jest mocą tego wezwania solą ziemi w całej swojej egzystencji. Dla nas więc Adwent powinien być również czasem wyznania wiary, okazją do przypomnienia sobie, co stanowi treść naszej chrześcijańskiej egzystencji.

Ewa Jóźwiak

 
« poprzedni artykuł