Niech mi będą twoje piersi jak winogrona...
Pomyślałem: Wespnę się na palmę, zerwę wiązkę jej daktyli! Niech mi będą twoje piersi jak winogrona, a tchnienie twoich nozdrzy jak woń jabłek, a twoje podniebienie jak wyborne wino, które gładko spływa, zwilżając wargi i zęby. Ja należę do mojego miłego i ku mnie zwraca się jego pożądanie. Pójdź, mój miły, wyjdziemy w pole, noc spędzimy wśród kwiecia henny!
Pnp 7: 9-12
Oczy wszystkie w Tobie, o Panie, nadzieję mają i Ty zaspakajasz nasz głód duchowy słowami Pisma Świętego. Dałeś nam oczy, abyśmy widzieli, i uszy, abyśmy słuchali. Bądź teraz – w trakcie zwiastowania Twojego Słowa – i po wszystkie wieki z nami. Amen.
Można rzec, iż na chrześcijaństwo składają się dwie tradycje, egzystujące jedna obok drugiej. Przywiązują one inną wagę do poszczególnych fragmentów Pisma Świętego i w inny nieco sposób interpretują je. Z jednej strony mamy tradycję upadku/odkupienia, która swoją teologię wyprowadza od upadku Adama i Ewy oraz grzechu pierworodnego. Druga – duchowa tradycja stworzenia – wychodzi od Bożego aktu kreacji wszechświata i Bożego pierworodnego błogosławieństwa, którym zaczyna się opowieść o historii Zbawienia w I Księdze Mojżeszowej.
Niektórzy z Was, Siostry i Bracia, zastanawiają się z pewnością, czemu mają służyć te wstępne dywagacje o prądach chrześcijaństwa. Co to wszystko ma wspólnego z tekstem Pieśni nad Pieśniami, który przed chwilą słyszeliśmy?
Odpowiedź brzmi: POKORA. Zastanówmy się chwilę nad tym pojęciem.
Teolog duchowości upadku/odkupienia Adolphe Tanquerry modlił się w następujący sposób: Panie, obym Ciebie poznał tak, abym Ciebie pokochał; obym poznał siebie samego na tyle, abym mógł sobą pogardzać. W istocie ta tradycyjna definicja pokory funkcjonuje w różnych językach. Np. w języku angielskim pokora to „brak stanowczości”, stan „uniżoności i poddania się”, „znajdowanie się nisko w hierarchii”. Język polski w bardzo podobny sposób definiuje pokorę. W Słowniku Języka Polskiego PWN pod hasłem „pokora” czytamy, że jest to „świadomość własnej niedoskonałości” lub „uniżona postawa wobec kogoś”.
Pokora po francusku to humilité, po angielsku – humility. Dlatego też reprezentanci tradycji stworzenia tacy, jak Mistrz Eckhart wskazują, że pokora pochodzi od łacińskiego słowa humus, czyli ziemia. Bycie pokornym z perspektywy duchowości stworzenia, to łączność z ziemią, bycie w kontakcie ze swoim własnym pierwiastkiem ziemskim, radowanie się z błogosławieństwa, ze zmysłowości i namiętności. Odrzucenie tego, co pozwolę sobie nazwać tutaj „ziemnością”, to wyparcie się Bożych mocy fantazji i twórczości. Lub, jak zauważył rosyjski filozof Bierdiajew: Dekadencka pokora utrzymuje ludzkość w warunkach represji i ucisku, wiążąc jej siłę twórczą. Prowadzi ona do przemocy, do relacji opartych na opozycji przedmiot/podmiot, do szukania zaspokojenia w sprawowaniu nad kimś władzy.
A więc wyobraźnia, twórczość, zmysłowość i namiętność! Ale czyż nie wmawiano nam od dzieciństwa, że wiedzy nie doświadcza się inaczej jak przez umysł i duszę, a nasze namiętności oraz uczucia są czymś gorszym i należy je poddać kontroli? Czyż nie radzono nam od najmłodszych lat, żeby „walczyć przeciwko swoim namiętnościom”, żeby „pozbyć się namiętności i pożądania”? W tradycji upadku/odkupienia nasze namiętności są jednoznacznie utożsamiane z przekleństwem. Nie mają nic z Bożego błogosławieństwa. Jednym słowem – nie są od Boga.
Powróćmy jednak do Mistrza Eckharta. Zamiast kontrolować nasze namiętności, Mistrz proponuje nam nałożenie na nie wodzów miłości. O co tu chodzi? Zastanówmy się chwilę nad metaforą użytą w tym zdaniu. Wodze służą do kierowania, a nałożyć je można na pełnego energii – by nie powiedzieć namiętności – rumaka. Tradycja upadku/odkupienia (zwana również tradycją ascetyczną) chce zapanować nad rumakiem, chce go kontrolować odcinając mu kończyny lub nakładając na niego ciężkie jarzmo beznadziejności. W przypadku tradycji stworzenia rzecz ma się inaczej. Reprezentanci tejże tradycji mówią: Nie rezygnuj z namiętności! Naucz się raczej czerpać z nich korzyść. Ukierunkuj je tak, aby zaprowadziły Ciebie i społeczność tam, dokąd macie podążyć. Bowiem wodze, o których jest tutaj mowa, to wodze miłości, a nie narzędzie tortury i kary.
Czy można rzeczywiście naszą ziemskość i zmysłowość oraz nasze namiętności uważać za błogosławieństwo? Czy raczej skazani jesteśmy na nieprzyjazny związek z naszą naturą, a co za tym idzie – z całością natury?
Znów odpowiedź brzmi: POKORA.
Posuńmy się zatem nieco dalej w naszej próbie definiowania pokory. W opozycji do pokory znajduje się arogancja, czyli zuchwała pewność siebie połączona z lekceważeniem innych. Pomaga nam to zrozumieć, że definicji pokory należy szukać bliżej ziemi i rzeczy pochodzących z ziemi – wody, kwiatów, ryb, ptaków, wina i winorośli. Pokora zatem ma coś z prostoty i prostego życia.
Wiara tzw. starego przymierza, która stanowiła tradycję naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa, wiele mówi o naszej relacji z ziemią. Dla Żyda to, co cielesne, nie jest przeciwstawne duchownemu. Widać to w języku hebrajskim, który nie posiada odrębnego słowa na określenie ciała i duszy. W tym, co my tłumaczymy często jako ciało w opozycji do duszy, tak naprawdę nie chodzi o nic innego jak o osobę pełną życia w przeciwieństwie do osoby obumarłej lub osoby pozbawionej ducha. W dziele Essai sur la pensée hébraique profesora Sorbony Claude’a Tresmontant czytamy: Ponieważ nie jest on dualistą i ponieważ brakuje mu pojęcia „ciała”, Hebrajczyk rozumie i kocha to, co cielesne, gdyż rozumie to, co duchowe, i dostrzega obecność duchowego wewnątrz tego, co cielesne.
zobacz pełny tekst
| « poprzednia | następna » |
|---|


