W poszukiwaniu sensu życia
I znienawidziłem wszelki trud, jaki znosiłem pod słońcem, ponieważ to, co zdobyłem z trudem, muszę powierzyć człowiekowi, który po mnie przyjdzie. A kto wie, czy on będzie mądry, czy głupi? A jednak rządzić będzie wszystkim, co ja zdobyłem w trudzie i w mądrości pod słońcem. Ale i to jest marnością.
Kazn. 2, 18-19
Marność nad marnościami, mówi Kaznodzieja, marność nad marnościami, wszystko marność.(...) Ja, Kaznodzieja, byłem królem nad Izraelem w Jeruzalemie. Postanowiłem szczerze mądrością zgłębić i zbadać wszystko, co się działo pod niebem: Jest to żmudne zadanie, jakie zadał Bóg synom ludzkim, aby się nim trudzili. Widziałem wszystkie sprawy, które się dzieją pod słońcem, a wszystko to jest marnością i gonitwą za wiatrem. (...) I znienawidziłem wszelki trud, jaki znosiłem pod słońcem, ponieważ to, co zdobyłem z trudem, muszę powierzyć człowiekowi, który po mnie przyjdzie. A kto wie, czy on będzie mądry, czy głupi? A jednak rządzić będzie wszystkim, co ja zdobyłem w trudzie i w mądrości pod słońcem. Ale i to jest marnością. I zaczęły się budzić w moim sercu wątpliwości co do wszelkiego trudu, jaki znosiłem pod słońcem. Gdyż niejeden człowiek trudzi się mądrze, rozumnie i z powodzeniem, a potem musi swoją własność oddać innemu, który w ogóle się nie trudził. To również jest marnością i wielkim złem. Bo cóż pozostaje człowiekowi z całego jego trudu i porywów jego serca, którymi się trudzi pod słońcem, skoro całe jego życie jest tylko cierpieniem, a jego zajęcia zmartwieniem i nawet w nocy jego serce nie zaznaje spokoju? To również jest marnością.
Łk 12: 13-21
I rzekł ktoś z tłumu do niego: Nauczycielu, powiedz bratu memu, aby się ze mną podzielił dziedzictwem. A On mu rzekł: Człowieku, któż mnie ustanowił sędzią lub rozjemcą nad wami? Powiedział też do nich: Baczcie, a wystrzegajcie się wszelkiej chciwości, dlatego że nie od obfitości dóbr zależy czyjeś życie. I powiedział im podobieństwo: Pewnemu bogaczowi pole obfity plon przyniosło. I rozważał w sobie: Co mam uczynić, skoro nie mam już gdzie gromadzić plonów moich? I rzekł: Uczynię tak: Zburzę moje stodoły, a większe zbuduję i zgromadzę tam wszystko zboże swoje i dobra swoje. I powiem do duszy swojej: Duszo, masz wiele dóbr złożonych na wiele lat; odpocznij, jedz, pij, wesel się. Ale rzekł mu Bóg: Głupcze, tej nocy zażądają duszy twojej; a to, co przygotowałeś, czyje będzie? Tak będzie z każdym, który skarby gromadzi dla siebie, a nie jest w Bogu bogaty.
Jaki jest cel mojego życia? Dlaczego tu jestem? Czego mogę od życia oczekiwać? Jaki jest jego sens? Takie pytania od czasu do czasu każdy z nas sobie zadaje.
Ostatnio oglądałam kolejny z serii filmów o Shreku, zatytułowany „Shrek Forever”. Jeśli ktoś nie widział go jeszcze i zamierza wybrać się do kina, niech nie czyta następnego akapitu, ponieważ zdradzę tajemnicę i film nie będzie już taki pasjonujący. Otóż ten najzabawniejszy i najsłodszy ogr, jakiego można sobie wyobrazić, nagle zapomina, kim jest, ile znaczy dla niego jego rodzina i dokąd zmierza jego życie. Zaczyna narzekać, że ma dość wszystkiego i mówi nawet, że wolałby nigdy nie uratować Fiony z wieży i nigdy nie mieć z nią dzieci. Chciałby znów być postrachem wszystkich i mieszkać samotnie w środku lasu. Podpisuje więc umowę z czarnoksiężnikiem – za jeden dzień bycia ogrem, którego wszyscy się boją, bez rodziny i przyjaciół, zgadza się oddać jeden dzień swojego życia magikowi. Rozkoszuje się zdobytym dniem aż do momentu, kiedy dowiaduje się, że dzień, który magik sobie wziął, to dzień narodzin Shreka! To oznacza, że pod koniec tego zdobytego dnia Shrek przestanie istnieć. Nie będzie nigdy Fiony, rodziny, przyjaciół ani nawet mieszkańców wioski, którzy tak Shreka kochali. Jego stare życie już nigdy nie powróci. Dopiero wtedy, kiedy traci wszystko, do Shreka dociera, jak bardzo kochał swoją rodzinę i co było ważne w jego życiu. Jest zrozpaczony, że jednym momentem zaślepienia zniszczył wszystko.
Jak potoczyły się losy Shreka – trzeba samemu to zobaczyć. Chciałabym tu jedynie podkreślić, że jego bunt świadczy o tym, że nigdy nie przestajemy szukać. Nawet jeśli wydawałoby się, że już wszystko mamy i jesteśmy jacy, jakimi chcieliśmy być, wciąż wątpimy i zastanawiamy się nad swoimi wyborami. Być może wybraliśmy źle? Być może coś innego, niż myśleliśmy, liczy się w życiu? Jeśli tak, to co to jest?
Od zarania dziejów ludzie zadawali sobie te pytania. Wielkie filozofie starały się znaleźć na nie odpowiedzi. Już nastolatkowie stają przed podobnymi dylematami i często nie znajdują odpowiedzi. Księga Kaznodziei Salomona opisuje takie poszukiwanie sensu życia. Autor postanowił szczerze zgłębić i zbadać całą rzeczywistość. Pojawił się w roli Salomona, żeby osądzić „wszystko, co się działo pod niebem”. Jakąż lepszą postać można byłoby wybrać, chcąc nadać rangę własnym słowom! W istocie rzeczy w historii Izraela nie było nikogo bogatszego w doświadczenie, nikogo tak pełnego mądrości i nadającego się do wydawania opinii na temat wartości życia, jak ten król.
Co ten mądry król nam mówi? Jaki jest cel życia? Fragment z Księgi Kaznodziei Salomona ukazuje bardzo ponury obraz. Marność – po hebrajsku hebel – może również być przetłumaczona jako dech, wiatr lub para. Życie ludzkie jest zatem nie tylko tak ulotne jak mgła, ale jego znaczenie jest równie niejasne. Kawałki układanki nie chcą pasować do obrazka, narastają sprzeczności. Myślę, że zwłaszcza kiedy coś idzie nie po naszej myśli, stajemy się fatalistami – nic nie ma sensu, wszystko wydaje się bezproduktywne – jak dla autora fragmentu, który czytaliśmy. Jakakolwiek inicjatywa zdaje się bezowocna, ponieważ i tak nic się nie uda – ludzie umierają, tracimy pracę, chorujemy, być może będziemy musieli przeżyć bolesny rozwód. Jaki w tym sens?
Myślę jednak, że pewna kwestia wielkiej wagi wymyka się uwadze autora. Bogaty człowiek z Ewangelii Łukasza zdaje się odnajdywać ostateczny cel swojego życia w bogactwie. Ale równie łatwo można by zastąpić je karierą, wiedzą lub przyjemnością. Ludzie chcą wierzyć, że tym razem to coś, czego szukają, do nich przyjdzie, że nareszcie ich najgłębsze tęsknoty zostaną zaspokojone. Ale potem okazuje się, że był to bardziej sen niż rzeczywistość. W snach wszystko ma sens: mężczyźni karmią piersią, ludzie zostają zastrzeleni, po czym przemieszczają się, jakby nigdy nic się im nie przytrafiło, noszą piękne ubrania ze słonych paluszków lub innych wymyślnych materiałów. We śnie to wszystko ma jak największy sens, ale gdy się budzimy, zdajemy sobie sprawę, jak nieprawdopodobne lub wręcz śmieszne były nasze wyobrażenia.
zobacz pełny tekst
| « poprzednia | następna » |
|---|


