Nic, co ludzkie, nie jest Mu obce
Witam Was w ten wieczór wigilijny, gdy przeżywamy jedną z najpiękniejszych i najbardziej podniosłych chwil w roku. Opuściliśmy swe domy wypełnione smakowitymi zapachami, zapachami naszego dzieciństwa pełnego wspomnień, by choć na chwilę pobyć wspólnie w kościele. Czy również teraz, tutaj, możemy wyczuć jakikolwiek zapach? Owszem, jednak jest on zupełnie inny od tego domowego. Pozwólcie, że przytoczę starą sentencję żydowską: Świat, mimo że Stwórca się z niego „wycofał”, pachnie Bogiem – podobnie jak stara beczka, która choć opróżniona dawno temu, wciąż jeszcze pachnie starym, dobrym winem.
I to jest powód, dla którego tak licznie się tutaj zebraliśmy. Bo gdybyśmy nawet przyznali rację tym, którzy twierdzą, że społeczeństwo europejskie jest duchowo wydrążone jak stara pusta beczka, w której już nie ma ani kropli mocnego, dojrzałego i ożywczego wina wiary, to jednak, przynajmniej w Wigilię Bożego Narodzenia, ludzie, którzy nie są całkowicie wydrążeni, wyczują Bożą woń – i podążą za nią. Tak więc serdecznie witam dzisiaj nie tylko naszych współwyznawców regularnie uczęszczających na nabożeństwa, ale również tych, którzy przychodzą do swego kościoła nieczęsto – a w ten wieczór wigilijny przybyli zwabieni wyjątkowym zapachem, którego nie sposób oddzielić od samych świąt i bez którego nasze życie byłoby znacznie uboższe.
Rozmawiałem ostatnio z pewnym człowiekiem nieskorym do świętowania Bożego Narodzenia. Powiedział on: „Cała ta bożonarodzeniowa stara tradycja i zwyczaje, prezenty, wspomnienia, intymny klimat w rodzinie, cała ta ludzka strona Świąt to coś, co nas łączy, lecz dla mnie nie to jest ważne i pierwszoplanowe, dla mnie ten czas oznacza przede wszystkim przypomnienie faktu, że przed dwoma tysiącami lat w Betlejem narodził się Jezus z Nazaretu.” To szczere wyznanie, pobożne spojrzenie na historię, ewangelickie – można by rzec – stwierdzenie sprawiło, że zastanowiłem się nad jego słusznością.
Czy naprawdę dla nas, chrześcijan, Boże Narodzenie jest przede wszystkim wspomnieniem narodzin Jezusa jako „wydarzenia historycznego”? Przecież wiadomość o narodzeniu Jezusa nie jest informacją o czymś, co wydarzyło się kiedyś, lecz Ewangelią, radosną, dobrą nowiną – ta radosna wieść jest głoszona wszystkim ludziom. Tak więc treść i sposób świętowania dotyczą każdego człowieka i nie uniknie się tego „czysto ludzkiego” wymiaru Świąt – przecież centrum Bożego Narodzenia promienieje czcią dla Boga, który stał się ludziom tak bliski, gdyż nic, co ludzkie, nie jest Mu obce. W jaki inny sposób możemy to wyrazić głębiej, jeśli nie poprzez radość, wspólną biesiadę, uśmiech i przebywanie z drugim człowiekiem?
Święto Narodzenia Pańskiego nie jest więc dla nas uroczystą pamiątką narodzin niezwykłego człowieka w odległej przeszłości, lecz nowiną, która mówi prawdę o człowieku i o Bogu, a także Jego stosunku do nas. Jaka to prawda?
Otóż człowiekowi nie wystarczało od początku jego istnienia, że jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże. On naprawdę chciał być Bogiem, chciał siebie postawić na miejscu Boga. Być Bogiem, odsunąć Boga z należnego Mu miejsca, zabawić się w Boga – ta pokusa istnieje w każdym z nas. I w gruncie rzeczy każdy zły czyn jest dlatego zły, że toruje drogę takiemu właśnie pragnieniu: z nikim się nie liczyć, lecz samemu stać się kimś, kto według własnego upodobania decyduje, co jest złe, a co dobre, kto sam podejmuje się kierować swoim życiem i życiem innych ludzi, pragnąc być w centrum wszechświata.
zobacz pełny tekst
| następna » |
|---|


