Specjalnie dla czytelników i fanów Jednoty prezentujemy tekst prof. Bruce Gordona z @Yale Divinity School.
Rocznice, zarówno te nasze prywatne, jak i publiczne rytuały upamiętniania, wiele mówią nam o naszej tożsamości. Kształtują nasze życie – patrząc w przeszłość, często dostrzegamy samych siebie.
Specjalnie dla czytelników i fanów Jednoty prezentujemy tekst prof. Bruce Gordona z @Yale Divinity School.
Rocznice, zarówno te nasze prywatne, jak i publiczne rytuały upamiętniania, wiele mówią nam o naszej tożsamości. Kształtują nasze życie – patrząc w przeszłość, często dostrzegamy samych siebie. Nic więc dziwnego, że takie rytuały pokazują nie tylko to, co decydujemy się opowiedzieć, ale także to, co pomijamy.
Rozmyślając nad tym, jak pamięć zmienia się z biegiem czasu, przyjrzyjmy się, jak patrzono na Reformację w innej epoce. W swojej książce „Reformacja” z 1873 roku, George Park Fisher, pierwszy kierownik Katedry Historii Kościoła na Uniwersytecie Yale, napisał z przekonaniem: „Wolność intelektualna, wolność myśli i dociekań była konsekwencją Reformacji, która nie mogła nie zostać ostatecznie zrealizowana”. W XIX wieku w całych Niemczech wzniesiono pomniki Lutra, aby upamiętnić triumf protestantyzmu w imperium Bismarcka: Luter był pierwszym nowożytnym Niemcem.
Kilka pokoleń później, w 1917 roku – ostatnim roku I wojny światowej – przypadała 400. rocznica Reformacji, obchodzona w całej Europie i Ameryce Północnej. Optymizm XIX-wiecznego liberalnego protestantyzmu został właśnie unicestwiony w okopach Francji, zabierając ze sobą przekonanie, że protestantyzm jest historycznym i racjonalnym dopełnieniem historii chrześcijaństwa – mit, który wkrótce potem obalił młody Karl Barth.
W 1917 roku statystyczny protestant postrzegany był jako biały, wykształcony, należący do klasy średniej Amerykanin, Brytyjczyk lub Niemiec. Oczywiście, było wielu wiejskich, biednych protestantów, a Kościoły afroamerykańskie tętniły życiem, ale wiara protestancka była przeważnie postrzegana jako rzecz w dużej mierze mieszczańska, można nawet określić ją jako burżuazyjną. Sto lat później statystyki pokazują, że przeciętny protestant jest raczej Ugandyjczykiem, Chińczykiem lub Brazylijczykiem, prawdopodobnie dość biednym. W Afryce praktykujących anglikanów jest więcej, niż w Wielkiej Brytanii, USA, Kanadzie i Australii razem wziętych.
Prześladowania i uchodźcy
Choć Reformacja miała swój początek w Wittenberdze, Zurychu i Genewie, dzięki niezwykłemu rozwojowi chrześcijaństwa na całym świecie jej dziedzictwo nie jest już wyłącznie domeną Europy czy Ameryki Północnej. Podczas gdy Zachód w dużej mierze cenił protestantyzm jako źródło naszych skłonności do utowarowiania wszystkiego, na przykład do kapitalizmu, to wygnania i prześladowania, jako doświadczenia definiujące Reformację, są dziś lepiej znane naszym siostrom i braciom w Chinach i Afryce. Co Reformacja oznacza dla globalnej kultury protestanckiej, która jest co najwyżej luźno powiązana z Kościołami Europy i Ameryki Północnej?
Reformacja była rewolucją, radykalnym zerwaniem, które stworzyło odrębną formę chrześcijaństwa, nieistniejącą nigdy wcześniej. Jej dążenie do ciągłości ze starożytnym chrześcijaństwem nie było ugruntowane w instytucji Kościoła ani w tradycjach, lecz w wierności Słowu Bożemu. Tam, gdzie Ewangelia była prawdziwie głoszona – twierdził Jan Kalwin – światło prawdy przetrwało wieki. Według protestantów, światło to było podtrzymywane przez Boga, a nie przez jakiekolwiek ludzkie środki czy instytucje. Protestantyzm – jeśli ten termin ma cokolwiek znaczyć – koncentruje się na ścisłym przestrzeganiu Słowa Bożego, to zaś czyni go zbiorem bardzo rozległym, w którym istnieje znaczna różnorodność praktyk i form kultu. Ponieważ jego cechą charakterystyczną jest niezachwiane przekonanie, że człowiek jest zbawiony jedynie przez wiarę, protestantyzm z konieczności przybierał różnorodne formy i nie mógł – i nadal nie może – być opisany jako jedna rzecz czy jeden byt.
Niezasłużona łaska
Jeśli jednak protestantyzm, we wszystkich jego formach, można scharakteryzować jako mający pewną istotę, to opiera się ona na przekonaniu, że łaska Boża jest przyjmowana przez wierzącego bez pośrednictwa. W Chrystusie każdy człowiek spotyka Boga indywidualnie, a Biblia jest środkiem, za pomocą którego otrzymuje on Boże orędzie zbawienia. Chociaż natura łaski była formułowana na uderzająco różne sposoby – od spirytualistów tzw. radykalnej reformacji, po nauczanie reformatorów z Wittenbergi, Zurychu i Genewy – bezpośrednie spotkanie z łaską Bożą, bez pośrednictwa jakiejkolwiek instytucji stworzonej przez człowieka, pozostaje zasadniczym znakiem protestantyzmu reformacyjnego.
Musimy jednak wystrzegać się definicji protestantyzmu, które stanowią jedynie zwierciadło dla mieszkańców Zachodu. W naszym świeckim świecie rozwój Kościołów chrześcijańskich jest często traktowany z rozbawieniem lub pogardą. Wielu, w tym przedstawiciele liberalnych Kościołów Północy, traktuje rodzące się ruchy chrześcijańskie z głęboką podejrzliwością, a wręcz z zażenowaniem, często sugerując, że odzwierciedlają one niezdrową mieszankę Ewangelii z tradycyjnymi wierzeniami. Generalnie konserwatywne teologie Kościołów południowej półkuli doprowadziły do ostrych podziałów w obrębie Wspólnoty Anglikańskiej, by podać choć jeden przykład. Krótko mówiąc, wielu w Europie i Ameryce Północnej sugeruje, że mieszkańcy Południa nie są prawdziwymi chrześcijanami – nie są tacy jak my, ludzie, którzy w pełni przyjęli zasady współczesnego świata. W 2001 roku Kenneth L. Woodward w artykule w „Newsweeku” pt. „Zmieniające się oblicze Kościoła” trafnie zauważył:
„W rzeczywistości wiele z tego, co zachodni misjonarze niegdyś zwalczali jako plemienne czary i kult bożków, bardziej progresywni duchowni uważają teraz za dzieło Ducha Świętego – uprawę gleby pod autentycznie afrykański Kościół. Ta idea nie jest nowa: niektórzy wcześni ojcowie Kościoła zachodniego postrzegali »pogańską« filozofię grecką jako boskie przygotowanie do prawd chrześcijańskiego objawienia. Podobnie wielu afrykańskich teologów twierdzi, że stare religie plemienne są bardziej chrześcijańskie, ponieważ są mniej sceptyczne wobec zjawisk nadprzyrodzonych niż postoświeceniowe chrześcijaństwo współczesnego Zachodu. »Afrykanie są znacznie bliżsi światu Jezusa« niż chrześcijanie Zachodu – argumentuje protestancki teolog Kwame Bediako z Ghany. Uważa on, że to, co naprawdę dzieje się dziś w Afryce, to »odnowa religii niezachodniej«”.
Dziś w globalnym świecie doświadczamy nowej Reformacji, która przemienia chrześcijaństwo. Słowo Boże zakorzenia się nie na nasze podobieństwo, ale w nowy sposób. Protestantyzm Południa podziela najgłębsze przekonania Reformacji, ale w zupełnie innym kontekście kulturowym.
W 2017 roku Światowa Federacja Luterańska obchodziła 500. rocznicę Reformacji nie w Wittenberdze, ale w Namibii, w południowo-zachodniej Afryce. Kraj jest w większości chrześcijański i luterański, ze względu na niemiecką przeszłość kolonialną. Prezydent Namibii, Hage Geingob, sam będący luteraninem, powitał światowy kongres słowami, że w Namibii „bunt Lutra przeciwko Rzymowi był dla nas również inspiracją podczas walki o wyzwolenie naszego kraju z niesprawiedliwości apartheidu i okupacji”.
W swoim kazaniu wygłoszonym do Federacji, Zephania Kameeta, pastor luterański, a obecnie namibijski minister ds. walki z ubóstwem i opieki społecznej, powiedział: „Drodzy bracia i siostry, którzy upamiętniacie 500. rocznicę Reformacji, wyjdźmy stąd z tą wyzwalającą prawdą, naszym Panem Jezusem Chrystusem, aby się odnowić i stać się reformatorami, odnowionymi i odnawiającymi, wyzwolonymi i wyzwalającymi, i żyć życiem, w którym ludzie widzą i doświadczają łaski, miłości, sprawiedliwości, jedności i pokoju”.
Na Zachodzie postrzegaliśmy Reformację jako naszą historię, debatując nad jej rolą w powstaniu sekularyzmu, liberalizmu i nowoczesności. Takie dyskusje powinny i muszą być kontynuowane, ponieważ 500. rocznica przypada w momencie, w którym miejsce religii we współczesnym świecie staje się palącym tematem.
Reformacja nie może jednak pozostać przeszłością, domeną nielicznych w środowisku akademickim i kościelnym. Jej zasady radykalnego kwestionowania autorytetów, nieustannego poddawania w wątpliwość ustalonych doktryn i wierności Słowu Bożemu są wyraźnie widoczne w gwałtownym rozwoju protestantyzmu w Afryce, Azji i Ameryce Południowej. Podobnie jak w XVI wieku, nowe modele Kościołów, wiary i kultu wyłaniają się z zawrotną szybkością. Mnożą się poważne problemy i kontrowersje, tak jak przez wieki spory, rywalizacje i trudności rozwojowe towarzyszyły Reformacji.
Obchodząc kolejną rocznicę Reformacji powinniśmy pokornie uznać nasze skromne miejsce w tym, co stało się globalną historią. Reformacja, jak dziś wyraźnie widzimy, należy do świata.
Bruce Gordon jest profesorem historii Kościoła im. Titusa Streeta na Yale Divinity School. Autor wielu książek m.in. „Zwingli” (2021), „John Calvin’s Institutes of the Christian Religion” (Princeton, 2016), „Calvin” (Yale, 2009).
Niniejszy tekst, opublikowany w 2017 roku w „Yale Reflections”, został za jego zgodą nieco uwspółcześniony dla czytelników „Jednoty”.
