Drukuj

6 / 2000

LISTY

Szanowna Redakcjo,

Nawiązując do artykułu Krystyny Lindenberg pt. „Chrześcijanie, czyli ochrzczeni” („Jednota”, nr 3/2000), chcę przypomnieć, że tytuł jest prawidłowy tylko z punktu widzenia języka polskiego. Według Nowego Testamentu prawidłowy byłby jedynie tytuł: „Baptyści, czyli ochrzczeni” (gr. baptidzo). Nazwa zaś chrześcijan – według Nowego Testamentu – pochodzi nie od chrztu, lecz od Chrystusa (Dz. 11:26). Bo gdyby nazwa chrześcijan pochodziła od chrztu, to wówczas kwakrzy i Armia Zbawienia (ludzie głęboko wierzący w Chrystusa) nie byliby chrześcijanami, gdyż nie praktykują sakramentów, w tym chrztu.
Łączę wyrazy szacunku

Ks. Edward Czajko

Szanowny Księże,

dziękując za komentarz do tytułu sprawozdania Krystyny Lindenberg, chcemy zaznaczyć, że nie podaje on etymologii nazwy „chrześcijanie” – choć jego brzmienie może takie wrażenie sprawiać – lecz podkreśla jedną z konstytutywnych cech chrześcijan, czyli chrzest właśnie (mimo że różne tradycje kościelne inaczej go rozumieją i praktykują). Dziękujemy też za informację o stosunku do chrztu żywionym przez chrześcijan należących do Armii Zbawienia i wspólnoty kwakrów (Religijnego Towarzystwa Przyjaciół), dotyczy ona jednak społeczności w Polsce nieobecnych, które w dialogu teologicznym na temat chrztu, jaki toczył się w naszym kraju, siłą rzeczy udziału nie brały.

Rozsądek i pucharki

Wszyscy wiemy, że świat jest pełen zagrażających nam bakterii, wirusów, pasożytów. Są wszędzie. Przed wieloma z nich umiemy się bronić siłami odpornościowymi, skutecznymi lekami czy szczepieniami. Niestety, coraz to są odkrywane nowe szczepy bakterii, wirusów itp., na które żadne leki nie działają. Przebieg powodowanych przez nie chorób jest gwałtowny, dramatyczny, ze śmiertelnym zakończeniem. Jedyną ochroną przed zarazkami jest ścisła izolacja chorych i szczelne stroje ochronne dla personelu medycznego, który po śmierci chorych przechodzi kwarantannę. Najgroźniejsze wirusy są z Afryki rodem, tam jednak świadomość sanitarna jest niska, a warunki życia ciężkie, zaś wyposażenie szpitali kiepskie. Możliwość zarażenia się i zawleczenia zarazków na drugi koniec świata przy nowoczesnej komunikacji lotniczej – jest ogromna. Niedawno turystka przywiozła tzw. gorączkę krwotoczną do Niemiec. Izolowano wszystkich, którzy stykali się z nią w samolocie. Niemcy to już bardzo blisko nas. Zmierzam do tego, że zawsze jest możliwe, że ktoś przystępujący do Stołu Pańskiego właśnie wrócił z podróży lub z kimś takim się stykał. Tradycyjny sposób picia wina z jednego kielicha dziś może być bardzo niebezpieczny. Pan Bóg dał nam rozsądek i dostęp do wiedzy. Nie oczekujmy cudownej ochrony przed zarazkami. To na nas spoczywa odpowiedzialność. W naszej mocy jest uniknięcie niebezpieczeństwa, jak i uniknięcie dotychczasowej konieczności, aby czując się chorym – nie skorzystać z sakramentu – by nie zarazić innych osób.

Proponuję wprowadzenie pucharków, których wygląd pasowałby do wzniosłego obrzędu. Można by zamówić je bezpośrednio u producenta platerów. Można by ustanowić zbiórkę na specjalny fundusz lub „opodatkować” na ten cel wszystkich członków zboru. Obawa przed zarażeniem siebie lub zarażeniem innych nie zakłócałaby wzniosłej chwili.
Korzystanie z pucharków nie umniejszyłoby dostojeństwa Wieczerzy Pańskiej. Wprowadzenie zasad profilaktyki sanitarnej niczym nie uchybia wierze ani obyczajom religijnym. W wielu zborach na świecie używa się małych naczynek do wina. To jest przejaw rozsądku.

Wanda Czerniak-Radlicz

Jesteśmy ciekawi, co o propozycji Pani Doktor sądzą nasi czytelnicy. Czekamy na Państwa listy.